Archiwum autora

Nowa strona ruszyła!

Marzec 3, 2008

Zapraszamy na naszą nową stronę internetową, która działa już od dwóch dni! Głównym powodem, dla którego zrezygnowaliśmy z dalszego prowadzenia bloga na WordPressie, jest dużo większa funkcjonalność samodzielnej strony. Wprawdzie www.smupr.pl to jeszcze sam szkielet niedopracowanego portalu, który wymaga ciągłych udoskonaleń, mimo to zachęcamy do licznych jego odwiedzin, co może nas tylko zmobilizować do gorliwej pracy nad nową stroną. Mamy nadzieję, że www.smupr.pl będzie cieszyła się coraz większą popularnością (optymizmem napawają nas statystyki tego bloga – od września doliczyliśmy się już ponad 21 tysięcy odwiedzin). My natomiast pragniemy zapewnić, iż dołożymy wszelkich starań aby strona ciągle się rozwijała i stawała bogatsza we wszelkie materiały dotyczące zarówno działań naszej sekcji, a jak i te mniej z nią związane. Dlatego jeszcze raz zapraszamy www.smupr.pl!

P. A. Wojdak

Kilka spostrzeżeń dotyczących akcji „anty-traktatowych”…

Grudzień 13, 2007

Nie zamierzam pisać o Traktacie Reformującym czy Karcie Praw Podstawowych, gdyż kwestia ratyfikacji tych dokumentów została skomentowana chyba przez wszystkie środowiska związane z szeroko pojętą prawicą i jeżeli wejdziecie Państwo na stronę jakiejkolwiek organizacji konserwatywnej, wolnorynkowej czy narodowej, to na 90% znajdziecie jakiś artykuł poświęcony temu problemowi.

Ja natomiast z perspektywy działacza Sekcji Młodzieżowej UPR zwróciłem uwagę na zupełnie inny aspekt, który szczególnie uwypuklił się właśnie w związku z „Traktatem”. Każdy z Państwa sympatyzuje z którąś z tzw. prawicowych organizacji i na pewno widział zaangażowanie tejże w kwestii Eurokonstytucji[1] chociażby w formie krótkiego artykułu na ten temat. Kilka organizacji – szczególnie młodzieżowych – podjęło się tzw. akcji bezpośrednich, czyli demonstracji, rozdawania ulotek czy rozlepienia plakatów. Sam brałem udział w kilku z nich i jako świadek doszedłem do paru wniosków. Może faktem jest, że znacząca część współczesnej młodzieży jest nihilistyczna (przynajmniej politycznie) i tym bardziej są jej obce wartości patriotyzmu i niepodległości, ale istnieje również grupa osób czujących potrzebę działania, która uwydatnia się szczególnie w tak istotnych momentach jak na przykład 13. grudnia 2007 roku. Są oni porozbijani w różnych organizacjach, podzieleni ideowo, politycznie czy personalnie lub nawet nie zrzeszeni, acz gotowi do wzięcia udziału we wspólnej akcji, gdyby się takowa odbyła. Gdy patrzę z dystansem, to widzę (na przykładzie Warszawy) spory kapitał ludzki, który zjednoczony mógłby osiągnąć dużo więcej. Wielu teraz błędnie myśli: „o! kolejny marzyciel, który chciałby zbudować silną prawicę…” Nic podobnego! Nie zamierzam tu pisać bajek o pojednaniu prawicy (czego również proszę nie odbierać jako akt politycznego defetyzmu), lecz mam po prostu na myśli połączenie sił w momentach kluczowych, kiedy podziały nie grają roli. Gdy obserwowałem i uczestniczyłem w akcjach sprzeciwu wobec Eurokonstytucji, nasunęły mi się jedno zasadnicze pytanie: czemu działamy w takim odosobnieniu?! Gdyby odsunąć na bok te wszystkie konflikty i interesy, zebrać się w silną grupę powiedzmy dwustu osób i zrobić dwie porządne demonstracje, to osiągnięto by dużo większy efekt niż poprzez rozdawanie ulotek w kilka osób. Każdy przyzna mi rację, że pikieta pięciu osób uzbrojonych w transparent, flagę i plik ulotek wygląda co najmniej śmiesznie. Ale już dużo lepsze wrażenie robi grupa pięćdziesięciu osób. Należy przy tym zauważyć nastawienie potencjalnych uczestników: im usłyszą większą liczbę biorących udział, tym większe prawdopodobieństwo, że sami się zaangażują. W stolicy funkcjonuje bardzo wiele środowisk i gdyby ktoś krzyknął: „zbieramy się o 12.00 pod pałacem prezydenckim, weźcie flagi i transparenty”, przekazał tą informację ludziom z różnych organizacji, to może ponad podziałami wywiązałaby się wspólna akcja. Może na chwilę zaistnielibyśmy w mediach, a przecież sekunda obecności w telewizorze da dużo więcej niż godzina rozdawania ulotek. Aby taka sytuacja mogła zaistnieć w przyszłości, wydaje mi się, że potrzeba dwóch czynników. Pierwszy to pojawienie się osoby, która byłaby rozpoznawana, cieszyłaby się jako takim autorytetem i potrafiła tak „ekumenicznie” skrzyknąć te wszystkie środowiska na parę godzin (co w dobie internetu sprowadza się do napisania kilku e-maili). Drugim czynnikiem jest natomiast zmiana mentalności członków poszczególnych organizacji. Pokutuje chyba wszędzie to chore zacietrzewienie przejawiające się w wypowiedziach typu: „my z tymi socjalistami / liberałami / radykałami / karierowiczami nigdzie nie pójdziemy”, które wydają się być mocno absurdalnymi, gdy chodzi o suwerenność narodu.

Jeżeli te podziały choć na chwilę znikną, to możliwe będzie w przyszłości (może nawet tej najbliższej: głosowanie nad TR w Sejmie) podjęcie jakiejś wspólnej akcji, czego życzę sobie i wszystkim, dla których istnieje coś więcej ponad własne, partykularne interesy.

Piotr A. Wojdak


[1] używam pojęć „Traktatu Reformującego” i „Eurokonstytucji” wymiennie, gdyż niczym się nie różnią co świetnie wykazał pan Robert Gwiazdowski czy Jens Peter Bonde